Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2014

Kokosowy sernik z malinami i borówkami


Za co kochamy naszych rodziców? To chyba najtrudniejsze i najłatwiejsze zarazem pytanie jakie można postawić.
Rodzice i nasze do nich podobieństwo.
I niepodobieństwo zarazem. 
To ile im zawdzięczamy.
Odziedziczone cechy charakteru, które sprawiają, że jesteśmy tacy jacy jesteśmy.

Na kilku zdjęciach, które przeglądałam ostatnio mam położoną torebkę na kolanach.
Tak samo jak mama.
Tak samo od niedawna maluję usta na czerwono, a kiedyś nie przyszłoby mi to do głowy.
Tak samo zaczynam denerwować się przed każdym wyjazdem.
Choć nie muszę pakować się parę dni wcześniej.
Tak jak tatę cechuje mnie pewnego rodzaju „permanentne zdenerwowanie”, które wcale nie wyklucza mojej serdeczności i optymizmu. Na permanentne zdenerwowanie składa się obserwacja, dostrzeganie, wyciąganie wniosków, nie tkwienie w marazmie i stagnacji i reakcja na wszystko z czym się nie zgadzamy, co nas denerwuje, co powinno być lepsze i co budzi nasz sprzeciw. Przykład? Po prostu obydwoje nie potrafimy ustać w długiej kolejce do kasy, kiedy wszystkie obok są wolne. Zgadniecie kto zabierze głos i zapyta: Czy może Pani po kogoś zadzwonić?
Podziwiam opanowanie innych ludzi, którzy g o d z ą   s i ę na pewne rzeczy, a co najgorsze podejrzewam, że w ogóle ich nie d o s t r z e g a j ą. Podziwiam, bo nie muszą się denerwować, ale też nie rozumiem, bo to nasze zdenerwowanie z czegoś wynika. Z chęci sprawienia, żeby świat był po prostu lepszy.

Nie oznacza to w ogóle, że jestem niegrzeczna i nieuprzejma. Chyba jestem jedyną z niewielu osób w naszym osiedlowym sklepie do których z daleka kasjerki machają i krzyczą dzień dobry J

Z uśmiechem wpisuję na czarną listę rzeczy które mnie denerwują. Aktualnie poza mlekiem zero procent (nie wiem w jakich okolicznościach się na niej znalazło), są na niej radary, słowo „pięset” z pewnej reklamy, od którego po prostu cierpnie mi skóra i całe to dziwne towarzystwo z okładek kolorowych czasopism z torebkami za 10 tys. Nie potrafię zrozumieć jakie to ma znaczenie, czy torebka założona drugi raz traci na znaczeniu? I czy to naprawdę a ż  t a k   i s t o t n e? I co musi siedzieć w głowach ludzi, którzy uważają że to jednak j e s t   i s t o t n e. I nie dociera do mnie tłumaczenie, że jak posiada się miliony to człowiek ma po prostu inną hierarchię potrzeb. Pewnie tak jest, ale ja nie pobiegłabym do salonu po nowego land rovera czarny metalic, który pali pewnie 20 litrów paliwa na mieście. Nie i po prostu nie.

Mam porywczy charakter. Żywo reaguję kiedy coś mnie zdenerwuje. Pytam, kiedy czegoś nie wiem.  Nie potakuję z uprzejmości i nie robię tego, na co nie mam ochoty (choć czasem muszę). Lubię normalnych ludzi, którzy niczego nie udają, z którymi dobrze spędza się czas i przy których ja czuję się sobą.

Jestem tak naprawdę najbardziej optymistycznie nastawioną do życia osobą jaką znam. Wbiłam sobie do głowy słowa taty, który zawsze mi powtarzał: Pamiętaj, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Jestem empatyczna, wrażliwa, serdeczna, emocjonalna, potrafię opanować i poddać się bez obaw każdej sytuacji. Potrafię się dobrze zachować. Wiem, że nie można sprawiać komuś przykrości bez powodu. Wzruszają mnie czyjeś łzy. Nie potrafię przejść obojętnie wobec kogoś, komu dzieje się krzywda. Patrzę na innych ludzi bez zazdrości. Nie muszę jechać na wakacje do kurortu, aby wyrwać się do innego świata z pustej relacji.

Kocham moich rodziców za to, że nie mam kompleksów, które w czymkolwiek by mnie ograniczały.
Za to, że wiem że nie trzeba być dla wszystkich.
Że ja też jestem ważna.
Ale przede wszystkim, za to, że lubię siebie.
Naprawdę siebie lubię.

Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzących Imienin Mamo!

19 maja 2014

Szybki i elegancki tort bezowy dla zapracowanych



Dziś będzie o drodze na skróty. Mogłoby być o eleganckiej i klasycznej cudownej Pavlowej, ale nie ośmieliłabym się nazwać tak tego tortu. Pavlowa to własnoręcznie upieczone blaty bezowe, bita śmietana i orzeźwiające świeże owoce. Ta wersja to mrożona Pavlowa niebędąca Pavlową w efektownie zakończonej drodze na skróty. Takie skróty, które prowadzą prosto do celu.

Tort na zamówienie. Urodzinowy. Ulubiony mojego taty.

Bezy wymagają pieczenia i długiego suszenia w piekarniku. Kiedy urządzacie przyjęcie urodzinowe i musicie zrobić kilka rzeczy zajmując piekarnik, po prostu nie ma na to czasu.

Do tego tortu użyłam gotowych blatów bezowych kupionych w supermarkecie. Kiedy przygotowuję inną wersję tego deseru, z pokruszonymi bezami, kupuję mniejsze gotowe bezy w cukierni. Ten tort można podać w dwóch wariantach:

1) w wersji niemrożonej, ale w związku z tym, że bita śmietana przechowywana w lodówce może po kilkunastu godzinach opaść - radzę zrobić mniejszą wersję tortu lub zaprosić więcej osób do konsumpcji
2) w wersji zmrożonej, po kilku godzinach spędzonych w zamrażarce (zawczasu warto przygotować sobie miejsce!, a później wyciągnąć tort na pół godziny przed podaniem - pokrojenie bardzo zmrożonego tortu jest praktycznie niemożliwe).

Sami wybierzcie którą wersję wolicie - ja wole mrożoną :)

Skróty są bardzo przydatne. Wcale nie uważam, że użycie gotowych blatów jest czymś złym. Tort jest przepyszny. Pewnie nie powinnam się do tego przyznawać, ale korzystam z gotowców.  Kostka rosołowa, przydaje się wtedy kiedy skończy mi się zapas mrożonego gotowego bulionu. Lubię smak przyprawy maggi w płynie. Oczywiście, że kupuję gotowe pierogi (mam nawet swoje ulubione), quesadillas robię na gotowych plackach do tortilli i uwielbiam wręcz od czasu do czasu zjeść chińską ostrą zupę krabową :) Co nie znaczy oczywiście, że nie zdarza mi się przygotowywać wszystkiego własnoręcznie. Pewnie, że przygotowanie wszystkiego od a do z jest przyjemne i satysfakcjonujące, ale niestety często i pracochłonne. Nikogo jednak nie będę odwodzić od korzystania z gotowych produktów od czasu do czasu, jeśli rezultat jest smaczny i efektowny.







(przepis własny)

Do przygotowania tortu użyłam:
- 3 gotowych blatów bezowych - średnica 25 cm (do kupienia w supermarkecie),
- 600 ml śmietany kremówki,
- 2 szklanek świeżych malin lub mrożonych* (w paczce 450 g),
- 4-5 sporych łyżek konfitury malinowej (użyłam konfitury Łowicz),

* Mrożone maliny należy najpierw rozmrozić i dobrze odsączyć na sicie i ręczniku kuchennym, aby miały jak najmniej płynu.
To spory tort - można kupić mniejsze blaty bezowe i zmniejszyć ilość pozostałych składników o połowę.

Przygotowanie:
Bitą śmietanę ubić na sztywno. Dodać do niej konfiturę malinową (doda odrobinę słodyczy) oraz maliny. Delikatnie wymieszać. Przełożyć 3 blaty, lekko je dociskając (będą 3 warstwy bezy i 2 warstwy masy śmietanowej). Tort schłodzić w zamrażarce przez 2,3 godziny. Powinien być nie całkiem zamrożony, bo później trudno go pokroić. Jeśli będzie musiał być przechowywany w zamrażarce warto wyjąc go na pół godziny przed podaniem.


Smacznego!

19 listopada 2013

Wspomnienie lata. Kawowe tiramisu z mascarpone i konfiturą malinową.


W oczekiwaniu na zimę robię przed-przed świąteczne porządki. Przerzucam tony rzeczy, w których na pewno nie będę już chodzić. Każda szafa ma swoją pojemność, ale moja zdaje się mieć nieograniczoną powierzchnię. Porządkuję kuchnię i odnajduję ulubione miseczki, które ukryły się na ostatniej półce, w głębi najwyższej szafki. Zamykam oczy i wyobrażam sobie czy w szufladzie, którą chcę uporządkować są rzeczy które są mi potrzebne. Niestety choć bardzo się staram, nic sobie nie przypominam, ale oczywiście gdy otwieram szufladę okazuje się, że wszystko jest do czegoś potrzebne i niczego nie mogę wyrzucić. Szykuję do wydania książki, których już nie będę czytać, robiąc miejsce na następne. Szukam smaków, które choć odrobinę przypomną mi lato.



Dziś nie potrzebuję trzywarstwowego tortu z masą marcepanową, kremem, musem, wiśniami, posypką, kruszonką. Wypiekanego, chłodzonego, przekładanego, nasączanego, przekrawanego i z tym wszystkim co powoduje że deser i ciasto jest wybitne (i przy okazji pracochłonne).
Dziś ten deser ma wszystko. Naprawdę mogłabym zjeść wszystko. Sama.
Do ostatniego kawałeczka nasączonego kawą biszkopta. Do ostatniej łyżeczki, która zawinie muślinowy, słodki i delikatny jak puch mascarpone z ubitą śmietaną. Do ostatniej malinowej pesteczki, którą też można znaleźć w konfiturze. Mogłabym. Zapomnieć o glutenie, stewii, słodziku, kaszy jaglanej, kaloriach, byciu fit, odpowiednim BMI i tylko przygotowywać sobie dodatkową warstewkę tłuszczyku na zimowe dni.

Tak jak bohaterki amerykańskich filmów zajadają swoje smutki jedząc lody w litrowych opakowaniach, mogłabym zakraść się nocą do lodówki i tak, aby nie obudzić nikogo z domowników zasiąść pod grubym kocem, przed migoczącym ekranem telewizora wyjadać łyżeczką ten właśnie deser. Mogłabym. I gdyby ciasta nosiły w sobie ten ładunek emocjonalny, który mają w sobie ludzie ten deser byłby moim najlepszym przyjacielem.

Składniki:
- około 1,5 szklanki dobrej, mocnej kawy rozpuszczalnej lekko posłodzonej,
- 2 opakowania sera mascarpone - 2  x 200 g,
- 200 ml kremowej śmietanki 30%,
- 2 opakowania okrągłych biszkoptów,
- 3 czubate łyżki cukru pudru,
- 1 słoik konfitury malinowej ok. 450 g (używam konfitury Łowicz),
- kakao w proszku do posypania.

Deser przygotowujemy w szerokim naczyniu (może być przeźroczyste, może być ceramiczne). Pierwsza warstwa to biszkopty. Każdy biszkopt "przetrzymujemy" w kawie około 2-3 sekundy. W osobnym naczyniu ubijamy na sztywno śmietankę. Dodajemy serki mascarpone i mikserem łączymy je z ubitą śmietaną. Na koniec dodajemy cukier puder i jeszcze raz miksujemy. Na warstwie biszkoptów kładziemy warstwę mascarpone. Na to warstwę konfitury malinowej. Kolejna warstwa to znowu maczane w kawie biszkopty. Liczba warstw zależy od wielkości naczynia. Ostatnią warstwą powinna być warstwa mascarpone obficie posypana kakao (przy użyciu małego sitka). Deser schładzamy w lodówce.

Urodzinowy sierpniowy bukiet z kwiaciarni "Kwiaty&Miut"

Boszkowo-Kąty, lato 2013

Smacznego!

18 lipca 2013

Tiramisu z malinami na szybko





Nie ma to jak siedzieć na tarasie z rozdziawioną buzią, słuchać nowych opowieści o starych przygodach w USA, jeździe na rikszy, niesamowitych przygodach w bułgarskim akademiku i przyjaźniach z golfowego pola. 

Cudowny wieczór z deserem w tle uzupełniony moim ulubionym deserem, który robi się niezwykle szybko.


Składniki:
- 250 g sera mascarpone,
- 200 ml śmietany kremowej 30%,
- 2 lub 3 czubate łyżki cukru pudru (w zależności jak bardzo słodkie desery lubicie),
- 1 opakowanie podłużnych lub okrągłych biszkoptów,
- szklanka mocnej kawy rozpuszczalnej lekko posłodzonej + 1 łyżka Amaretto lub w ostateczności 2 krople olejku migdałowego (jeśli ktoś nie lubi można pominąć),
- 1 opakowanie świeżych malin,
- niesłodzone kakao w proszku do posypania.

Przygotowanie:
Ubijamy na sztywno śmietanę. Pod koniec ubijania dodajemy mascarpone oraz cukier puder i mieszamy mikserem, aby wszystko się połączyło.
Każdy biszkopt zanurzamy na chwilę w kawie i układamy ich pierwszą warstwę w naczyniu (nie mogą mocno namoknąć). Na biszkopty wykładamy warstwę masy mascarpone ze śmietaną. Na to warstwę malin. Na malinach układamy ponownie namoczone w kawie biszkopty i na to warstwę mascarpone. Całość posypujemy obficie kakao w proszku. Wkładamy przynajmniej na godzinę do lodówki.
Podajemy schłodzone.




Smacznego!