Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty

28 marca 2015

Kiełbaski z karmelizowaną cebulą


Dwieście dwudziesta druga osoba polubiła stronę Popoludniewkuchni na Facebooku :) Dlaczego akurat ten a nie inny wynik zasługuje na osobny wpis? Dlatego bo liczby 2, 11 i 22 przewijają się w moim życiu nieustannie. Niektóre przypadki są tak zaskakujące, że aż trudno w nie uwierzyć. Zacznijmy od początku. Zaczęło się to jak miałam może 14 lat. Cyfrowy zegar na kuchence kiedy przypadkowo wchodziłam do kuchni zawsze pokazywał godzinę 22.22. Zdarzyło się tak kilka razy i całkiem przypadkowo. Późniejsze rachunki w sklepie kiedy kupowałam na wagę wynosiły 22.22 zł.
Mój numer w dzienniku to 22. Urodziłam się 22 sierpnia. Suma liczb w dacie mojego urodzenia wynosi 11, co również daje dwójkę. Połowę życia mieszkałam w bloku pod numerem 2. Moja przyjaciółka mieszkała w bloku pod numerem 22/2. Chodziłam nawet do liceum nr 2. Pewnie powiecie przypadek, ale takich przykładów jest mnóstwo :) 

Numer mojego komputera w pracy ma w sobie liczbę 22. Kiedy śpimy poza domem, w hotelach, hostelach to numer pokoju w 8 na 10 przypadków ma numer albo 2 albo 11 albo 22 albo 122. Data ślubu moich rodziców to 11 września, nasza data ślubu to 22 września (i naprawdę nie wybieraliśmy tego specjalnie - okazało się że właśnie tego dnia jest wolne miejsce). Sytuacja w kinie. Prawie premiera. Cała sala kinowa zapełniona. Wiecie jakie dostałam miejsce? Rząd 11-ty miejsce 11-te. Może specjalnie zwracam na te rzeczy uwagę, ale niektóre sytuacje są aż trudne do uwierzenia. Kiedy kupiliśmy nasze kolejne mieszkanie we wszystkich umowach przedwstępnych, na wszystkich dokumentach mieliśmy zapisany numer 5/3. Kiedy już, już mieliśmy się wprowadzać i przyjechaliśmy pewnego dnia pod nasz dom, osoba z administracji montowała na ścianie tabliczkę z numerem. I wcale nie z numerem 5. Tylko 22. Szok! :) Po prostu zmienili numerację. Kiedy w IKEI przymierzaliśmy się do zakupu kuchni, to w kolejce oczekujących dostaliśmy numerek nie inny jak A022. 
Pewnie powiecie, że działa to na zasadzie samospełniającej się przepowiedni i jeśli chcę widzieć te dwójki to będę je widzieć i powinnam przestać o tym myśleć, ale ja wierzę że cyfra 22 przynosi mi szczęście i lubię te moje dwójki. Także serdecznie dziękuję tym dwustu dwudziestu dwóm osobom za polubienie mojego bloga :)




Pozostajemy w temacie dwójek. Dziś przepis na duet idealny, czyli kiełbaski z karmelizowaną cebulą. Jeśli znudziła Wam się tradycyjna kiełbasa z wody spróbujcie wersji z karmelizowaną cebulą. To właściwie uniwersalne danie na dobre śniadanie "dayafter", smaczny obiad, kiedy podacie takie kiełbaski z ziemniaczanym puree, czy na kolację z dodatkiem chrupiącej bagietki.

Kiełbasa musi być naprawdę dobrej jakości. Mamy od dwóch lat rzeźnika od którego kupujemy wyłącznie kiełbasę i nie chcemy żadnej innej. Weźcie swoją ulubioną.

Do przygotowania kiełbasy z karmelizowaną cebulą potrzebne będą:
- kiełbaski (6-8 sztuk)
- karmelizowana cebula.

Jak przygotować karmelizowaną cebulę przeczytacie TUTAJ

Przygotowanie:
Kiełbaski podsmaż na złotobrązowo z obu stron przez kilka minut na patelni z odrobiną oleju.
Karmelizowaną cebulę przygotuj wg przepisu podanego powyżej. Dodaj do niej odrobinę świeżego lub suszonego tymianku. Dołóż podsmażone kiełbaski. Danie podawaj ciepłe z musztardą. Dodatkiem mogą być duszone ziemniaki lub bagietka.






Smacznego!



17 marca 2015

Karmelizowana cebula


 Gdyby pewne rzeczy można jeść bez konsekwencji - jak na przykład obłędne brownie, które kupuję w małym bistro na pętli tramwajowej za jedyne dwa złote lub na przykład spore ilości karmelizowanej cebuli to pewnie bym tak robiła. Jednak wszystko to co w nadmiarze, może się wreszcie znudzić, a nic nie smakuje lepiej niż dawkowane co jakiś czas. Można wtedy delektować się każdym kęsem.
 
Gdybym miała wymienić rzeczy, które naprawdę lubię i które podejrzewam nie byłyby mi się w stanie znudzić, to na pewno byłyby to: 
- kaszka manna z palonym masłem i cukrem, 
- czekoladowe brownie, 
- szparagi zapiekane pod beszamelem,
- bita śmietana,
- kotlet schabowy w panierce podawany z surówką z surowej tartej marchewki ze śmietaną i cukrem,
- tiramisu z malinami...
...i pewnie jeszcze wiele innych rzeczy, ale nie przychodziło mi do głowy nic zdrowego, więc wolałam przestać ;) Można by skomponować z tego całkiem niezłe menu na cały tydzień i jak sami widzicie nie ma tu nic specjalnie wyszukanego. Tomek nie pomógł mi w komponowaniu tej listy, bo kiedy spytałam go: "Przypomnij mi co tak bardzo, ale to naprawdę bardzo lubię jeść"? to bez chwili namysłu powiedział: "wszystko", po czym dodał: "czerninę". 
 
Do listy dokładam karmelizowaną cebulę z delikatnym, kremowym puree ziemniaczanym. Kto nigdy nie jadł karmelizowanej cebuli z puree z ziemniaków, ten nie wie co dobre. Karmelizowana cebula to najlepsza rzecz pod słońcem. Łatwo ją przygotować, a przydaje się w tartach, jako dodatek, do sosu do pieczeni, do zapiekanek, świetnie smakuje z podsmażanymi kiełbaskami. W sumie nie zdawałam sobie sprawy w jak wielu przepisach wykorzystuję karmelizowaną cebulę i jak bardzo ją lubię. Nie może jej więc tutaj zabraknąć.
 
 
Do przygotowania karmelizowanej cebuli potrzebne będą 
następujące składniki:
- 8 cebul,
- kilka łyżek oleju,
- 1/3 szklanki dobrej jakości octu balsamicznego,
- 1 spora łyżka brązowego cukru,
- sól do smaku,
- ok. pół szklanki wody,

Przygotowanie:
Cebulę obrać i pokroić w półplasterki. Na patelni rozgrzać olej. Wrzucić cebulę, odrobinę posolić i dusić na małym ogniu około 20-25 minut, co jakiś czas mieszając. W trakcie dodawać wody, która i tak pod koniec odparuje. Gdy cebula zmięknie i nabierze jasnozłotego koloru dodać ocet balsamiczny i cukier i dusić cebulę do zredukowania octu jeszcze jakieś 15 minut. Pod koniec ewentualnie doprawić odrobiną cukru i soli. Cebula musi być słodko-słona i kwaskowa od octu balsamicznego. Jest naprawdę dobra. Idealna do smażonych kiełbasek lub puree z ziemniaków.

 


Smacznego!

23 marca 2013

Kiełbasa w pomidorach



Tego przepisu nie mogło u mnie zabraknąć : ) To nasz stary – można powiedzieć rodzinny przepis. Pamiętam niedzielne poranki i nasze odświętne wyjątkowe śniadania. Uwielbiałam szczególnie jajka na miękko z masłem i odrobiną soli albo właśnie kiełbasę w pomidorach.

Jajka na miękko wyjątkowo smakowały mi u babci, podane w białym kieliszku na biało-niebieskiej ceracie. Pamiętam krojony chleb na specjalnej wysuwanej z kredensu desce, smak masła roztapiającego się w jeszcze ciepłym, płynnym żółtku i zapach chleba przyniesionego z pobliskiej piekarni. Pamiętam też niebieskie szerokie wstążki i kokardy robione na moich kitkach, kiedy siedząc przed wielką babciną toaletką przeglądałam puzderka z jej biżuterią i wydawało mi się że trzymam w rękach najpiękniejsze naszyjniki świata.

Myślę sobie, że aż dziwnie pisać o czymś tak prozaicznym jak kiełbasa w pomidorach, kiedy używamy takich pojęć jak „stosowanie polityki monetyzacji contentu” gdy „portfolio webdevelopera pełne jest projektów w XHTML i CSS”. W Starbucksie kolega ostatnio „personalizował swoją kawę” (do czego ochoczo nawoływała tabliczka!), a gdy ze znajomym siedzieliśmy niedawno przy restauracyjnym stoliku kelnerka przynosząc zapalony tea-light z uśmiechem zapytała czy może chcemy „rozświetlić sobie przestrzeń”? Doprawdy trudno było odmówić : )



Składniki (dla 4 osób):
- 8 średniej wielkości kiełbasy dobrej jakości,
- 6-8 dużych cebul,
- 2-3 łyżki oliwy,
- listek laurowy,
- 4 łyżki koncentratu pomidorowego,
- szklanka passaty pomidorowej,
- plaska łyżeczka cukru,
- pół łyżeczki słodkiej papryki,
- garść świeżych liści maggi (lubczyku) – ewentualnie może by suszony – wtedy 3 lyżeczki,
- woda.











Przygotowanie:
W wysokiej patelni lub garnku szklimy na oliwie jakieś 15-20 minut , pokrojoną w grubsze piórka cebulę. Cebulę delikatnie solimy. Gdy zeszkli się i zmięknie – wykładamy ją na inny talerz a do garnka wkładamy kiełbasę i delikatnie rumienimy po 4-5 minut z każdej strony. Do zrumienionej kiełbasy wkładamy z powrotem cebulę, dodajemy koncentrat pomidorowy, passatę, liśc laurowy oraz maggi. Dolewamy ok. pół szklanki wody i wszystko mieszamy. Pozwalamy aby wszystko razem pogotowało się na małym ogniu jeszcze jakieś 25 minut (w trakcie można dolać jeszcze trochę wody – właśnie o ten sos do chleba chodzi). Na koniec doprawiamy solą, pieprzem i słodką papryką. Podajemy na gorąco. Smakuje dobrze z musztardą i świeżym chlebem maczanym w sosie..

Smacznego!

15 lutego 2013

Mini tarty z karmelizowaną cebulą, kozim serem i śliwkami



Ok. Wczoraj były Walentynki, a 15 marca przypada światowy dzień sera. Spotkamy się więc w połowie drogi ?...

W tle DAAB z gramofonu ("lecą anioły i lecą demony....") i piątkowy chillout, czyli  stan, kiedy bardzo chce się zostać w domu i jednocześnie zatopić w gwarze klubowo-rozrywkowych rozmów i muzyki. Nie ma stanów pośrednich..

Pomimo wielu smutnych wiadomości, które dzisiaj usłyszałam staram się myśleć o tym, że nie ma problemów z którymi nie moglibyśmy się zmierzyć i są przyjaciele z którymi można przejść wszystko...
Chciałabym, żeby można było ugotować pyszną zupę, która wyleczyłaby wszystkie siedzące w nas smutki, całą trudną do wyleczenia w kilka chwil chandrę i wszystko to co nam doskwiera i siedzi głęboko w nas. Wiem, że tak nie jest, ale wiem jak ważna jest świadomość że można zasiąść z kimś do stołu i wypowiedzieć to wszystko, co mniej lub bardziej dla nas ważne, co istotne i nieistotne i co sprawia, że witamy niespodziewany poranek z poczuciem, że noc którą spędziliśmy na rozmowach była jedną z ważniejszych i potrzebniejszych w naszym życiu.