Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sosy. Pokaż wszystkie posty

04 maja 2015

Jak zrobić najlepszy sos winegret?




Dziwię się bardzo, że przepis na ten sos nie znalazł się jeszcze na moim blogu. Tak naprawdę to od niego rozpoczęła się moja przygoda w kuchni i moja ciekawość innych smaków. Bo ja bez sosu winegret nie wyobrażam sobie mojej kuchni. Dodaję winegret do wszystkich sałat przez cały rok. Mogę używać budyniu z paczki, dopuszczam nawet rosołową kostkę w sytuacjach awaryjnych, ale absolutnie jestem przeciwna wszystkim sosom do sałatek z paczki. Dlaczego? Bo są po prostu niesmaczne. Szkoda dla mnie sałaty polanej sosem z paczki. Nie mogę takiej przełknąć i to się chyba nigdy nie zmieni.

Myślę, że każdy ma swój własny przepis na sos winegret, tak jak i ja. To tata nauczył mnie robić ten sos, kiedy byłam naprawdę mała, a mój nos ledwo wystawał poza blat naszego kuchennego stołu. Jego bazę stanowiła oliwa, cytryna, cukier, sól, pieprz i musztarda. Uwielbiałam patrzeć jak sos zmieniał swoją konsystencję i pod wpływem mieszania zmieniał się w gęstą emulsję.

Tato! Nie chce się połączyć! - wołałam gdy pod wpływem długiego mieszania kropelki musztardy za nic nie chciały "wtopić się" w oliwę i pływały niczym oczka po tłuściutkim rosole. Dodaj trochę więcej cytryny, dodaj musztardy! - grzmiał tata i faktycznie pod wpływem dodania tych składników sos łączył się i stapiał w cudownie gładką całość... Później sos ewoluował. Tata wzbogacił go o sporą dawkę czosnku, który według mnie nie pasuje do wszystkich sałat, chyba że polewamy nim wyłącznie sałatę bez specjalnych dodatków.

Teraz mam już swój własny przepis. Trudno mi podać odpowiednie proporcje. Myślę, że musicie sami wyważyć smaki, popróbować i dobrać proporcje, które najbardziej Wam odpowiadają. Ja lubię sos wzbogacony o miód i bardzo odpowiada mi jego kwaskowo-ostry i jednocześnie słodki smak.


Do przygotowania sosu winegret używam: 

oliwy (tak! z oliwek ;) lub dobrej jakości oleju np. rzepakowego,
octu winnego (np. jabłkowego) lub
czasem octu balsamicznego (sos ma wtedy zdecydowaną ciemną barwę i charakterystyczny smak),
musztardy (czasem słodkiej, czasem ostrej Dijon, czasem tej z ziarnami gorczycy)
miodu (uwielbiam winegret na bazie miodu gryczanego, ale wykorzystuję wszystkie dostępne miody)
opcjonalnie: pieprz
(raczej nigdy nie solę winegretu wg powyższych składników, ale jeśli użyjecie słodkiej musztardy i wyjątkowo słodkiego miodu można pokusić się dosłownie o szczyptę).

Zawsze robię sos winegret na oko, ale są to mniej więcej takie proporcje składników na sos, który robię najczęściej:
- ok. 1/2 szklanki oliwy lub oleju rzepakowego (możecie pokombinować z różnymi olejami smakowymi),
- 2 łyżki octu winnego,
- spora łyżeczka musztardy,
- 1 łyżeczka miodu,
- opcjonalnie: łyżka octu balsamicznego.

Wszystkie składniki należy połączyć do uzyskania emulsji.
Tak przygotowanym sosem polać sałatę tuz przed podaniem.





Smacznego!

03 kwietnia 2015

Najlepszy zielony sos do jaj i wędlin




Kilka dni temu przesuwaliśmy zegarki do przodu, a ja mam wrażenie, że cofnęliśmy też do tyłu porę roku. Równowaga w przyrodzie być musi. Strona z prognozą pogody yr.no (która zawsze się sprawdza!) donosi, że na święconkę będziemy musieli wybrać się z parasolem.  Dokładnie rok temu o tym czasie odpalaliśmy pierwszego grilla na urodzinach znajomego, a teraz nocną porą obserwowaliśmy lśniący szron na szybach samochodów. Święta wielkanocne, które zawsze były okazją do pierwszego czyszczenia leżaków i wygrzewania się na słońcu, pomiędzy dochodzeniem do stołu po sałatkę jarzynową i jajeczka w majonezie, spędzimy w tym roku, jak czuję mocno w kościach, wyłącznie pod dachem.
 
Idealnie ugotowane jajka na miękko, to coś, bez czego nie wyobrażam sobie wielkanocnego stołu. Kiedy na stole w niedzielne śniadanie, pojawia się miska ze złocistymi jajkami i ich lśniącymi skorupkami od gotującej się wody z łupinami cebuli, to wiem że na pewno są już święta. I chociaż wymyślamy ciągle to nowe wariacje na temat tradycyjnych potraw, to chyba w święta wielkanocne najbardziej smakują nam właśnie jajka i najlepsza wielkanocna szynka. Lubimy też jajka po szkocku. W zeszłym roku odkryliśmy ten idealny do jajek i szynki zielony sos, na bazie świeżych ziół, którego i w tym roku na pewno u nas nie zabraknie. Był absolutnym hitem i musieliśmy dorabiać go dwukrotnie, bo miał u nas wyjątkowe wzięcie.
Kiedy w niedzielę zamiast iść na rower, wkulnęłam się z powrotem pod kołdrę, spisując w myślach listę rzeczy do zrobienia, do kupienia i upieczenia i przeglądając kulinarne książki z wielkanocnymi przepisami, naszła mnie refleksja, która właściwie uwierała mnie już od dawna: książki są po prostu strasznie drogie. Gdybym miała wymienić powody, dla których Polacy nie czytają książek, to na pewno jednym z nich byłaby ich cena. Pamiętam książki po 12,99 zł, później po 19,99 zł i po 24,90 zł. Kiedy skoczyły do 34,90 zł pomyślałam oho! jest drogo, ale jeszcze do przełknięcia. Kiedy skoczyły do 39,90 zł to pomyślałam, że gorzej już być nie może. A jednak. Parę dni temu w sieciowym sklepie ze zgrozą spojrzałam na cenę książki, którą już, już zamierzałam kupić. 42,90! Wierzcie mi, że oszczędność lub skąpstwo są mi absolutnie obce, ale zdroworozsądkowo i z dużą przykrością odłożyłam książkę na półkę. Dla kogoś kto czyta kilka książek w tygodniu, te ceny są dla portfela zabójcze. Nie wiem kto ustala ceny książek. W czasach kiedy ananasa możemy kupić za 2,99 zł, płaszczyk z sieciówki za 89 zł, ceny benzyny schodzą w dół, to bilety do kina kosztują dla pary 48 zł, a ceny książek ciągle wzrastają. Może powinniśmy pytać Polaków, nie o to, czy czytają książki, ale dlaczego ich nie czytają? Może dlatego, że są po prostu za drogie? Dajcie im/nam szansę.

Owszem, są bazary z tanimi książkami, kiermasze z wyprzedażami, ale niestety nie ma tam nowości. Istnieją biblioteki, ale niektóre książki chce się mieć zwyczajnie na własność. Nie mam problemu z wydawaniem książek dalej. Półki w końcu też nie rozciągają się jak guma. Ubolewam nad tym, że idea bookcrossingu w Polsce kuleje. W regałach i na półkach znaleźć bowiem można prawie wyłącznie rupiecie, których ktoś pozbywa się ze strychu po generalnych porządkach. Są to albo roczniki statystyczne albo tytuły „Socjalizm w czasach PRL-U”. Apeluję o przemyślenie, czy ty dzieląc się tą książką w bookcrossingu, sam chciałbyś ją przeczytać?

Na święta Wielkanocne życzę Wam przede wszystkim zdrowia. Ale bardzo chciałabym żeby spełniło się dla was i dla mnie, jedno moje marzenie o tańszych książkach. Żebym nie musiała odkładać ich, nie kupując, na półkę. Książki są po to żeby je czytać. Może znajdziecie czas w te święta na przeczytanie chociaż jednej? Pogoda będzie temu sprzyjać.




Zielony sos frankfurcki tzw. Frankfurter Grüne Sauce podaje się w Niemczech na Wielkanoc do zimnych mięs, jaj, wędlin, ziemniaków i szparagów. Sos ten był ponoć ulubionym dodatkiem Johanna Wolfganga Goethego. W swoim składzie zawiera 7 ziół, czyli: ogórecznik lekarski, trybulę ogrodową, rzeżuchę, pietruszkę, szczaw, szczypiorek i anyż, które oczywiście można kupić w Niemczech jako gotową mieszankę. W Niemczech podaje się go jednak również poza Wielkanocą i osobiście uważam że jest to bardzo dobry pomysł.
Dodanie innych ziół sprawia, że sos trudno jest już nazwać frankfurckim, ale inspirując się nim i dodając inne zioła można dojść do równie smacznego efektu. Trudno podać idealne proporcje. Podaję te które mniej więcej odpowiadają mi najbardziej. Wy możecie zrobić swoją własną wersję. Pewnie w każdym domu będzie on smakował nieco inaczej.

Składniki sosu:

- 3 łyżki majonezu,
- 3 łyżki gęstej śmietany,
- 3 łyżki jogurtu,
- 5 jajek ugotowanych na twardo,
- 3 łyżki oleju,
- 1 łyżeczka musztardy,
- 1 łyżeczka octu winnego jabłkowego,
- sól, pieprz i cukier do smaku,
drobno posiekane:
- natka pietruszki,
- szczypiorek,
- koperek,
- rzeżucha.

Zioła drobno posiekać, żółtak jaj rozetrzeć, białka jaj drobno posiekać. Majonez, śmietanę i jogurt wlać do miski, dodać pokrojone zioła, roztarte żółtka jaj i posiekane białka. Wszystkie składniki dokładnie rozmieszać. Dodać olej, musztardę, ocet winny, doprawić do smaku odrobiną soli, cukru i pieprzu. Wymieszać. Przełożyć do słoiczka z zakrętką. Można przechowywać w lodówce przez parę dni.


Smacznego!


22 września 2014

Prosty sos ze świeżych pomidorów


Aplikator czasu. Do wynalezienia. „Zaaplikuj sobie odpowiednią dawkę czasu. Potrzebujesz godziny, dwóch, trzech? A może chciałbyś być w dwóch miejscach jednocześnie? Nic prostszego. Z naszym aplikatorem to możliwe!” Tak mogłaby brzmieć reklama w telezakupach Mango.
Poza intensywną pracą i wieloma przeznaczonymi na spotkania popołudniami, tydzień mija jak w mgnieniu oka. Trzeba też przecież kiedyś spać. A wyspać i najeść się na zapas niestety nie można... Jednak kiedy przypomnę sobie wszystkie fajne rzeczy, które spotkały mnie w ciągu tego tygodnia, intensywny czas wypełniony spotkaniami, nowymi doświadczeniami, nowo poznanymi ludźmi, gotowaniem do późnej nocy, kolejnymi brudnymi garnkami, miskami, „naokrągło” opróżnianą i zapełnianą zmywarką i kuchni, której nigdy nie mogę doprowadzić na błysk, stołem pełnym śmiechu nad grą w kalambury, kiedy za cholerę nie możemy narysować hasła „asekurować”, rzucaniem w nerwach kostką do gry, bo nagle objawia się nowy charakter człowieka, dotychczas ukrywany, ktoś okazuje się nerwusem, ktoś oazą spokoju i całkiem niezłym rysownikiem...to w ogóle nie żałuję. Zmęczenia, niedospanych nocy, podwójnej kawy z rana i tego, że czasem naprawdę mi się nie chce. Bo chce mi się. Bo było fajnie. Bo gdy ktoś zapyta mnie jak minął ci tydzień to powiem, że fantastycznie. Nie będę narzekać na pogodę, brak czasu i niewyspanie. Kiedyś chyba wymyślą aplikator czasu? Wtedy się wyśpię. Na zapas J