Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cukinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cukinia. Pokaż wszystkie posty

17 listopada 2014

Zielona jednogarnkowa potrawka z jarmużem, cukinią i papryką



Nie wiem co decyduje o tym, że coś nam smakuje lub nie smakuje. Kubki smakowe?
 
Ja jarmuż lubię bardzo, choć w ostatnich tygodniach spotkałam się z wieloma negatywnymi opiniami na jego temat. Że niedobry, że niesmaczny i że twardy (choć długo duszony). Nie wiem doprawdy z czego to wynika, że wielu ludziom jarmuż nie smakuje. Może dlatego że nie przyzwyczaili swojego podniebienia do jego smaku? Może trafili na zły przepis?

Od tygodnia mam w kuchni pomalowaną farbą magnetyczno-tablicową jedną ze ścian (hip hip hura). Należę do tych osób, które co jakiś czas muszą po prostu coś zmienić. A to przestawić kanapę, a to pomalować stół. Wyszukiwanie przedmiotu, który mam w głowie bywa często obsesją. Jeśli coś sobie ubzduram, tak długo będę tego szukać, aż tego nie znajdę. Jeśli chodzi o researche internetowe jestem prawdziwym mistrzem! Także, żeby nie było nudno - wybór padł na ścianę w kuchni. A że pierwszy zapis mocno zobowiązuje zdecydowałam, że zrobię jednogarnkową potrawkę z jarmużem. Jadłam ją ostatnio u moich rodziców i bardzo mi smakowała. Okazało się, że oryginalny przepis pochodzi STĄD :)
 
Wyszło bardzo smacznie z niewielkimi modyfikacjami. Danie to raczej gęsta potrawka (trudno mi użyć słowa gulasz, bo użyłam mniej mięsa niż w przepisie), a gdyby mięsa nie było, też by się nic nie stało. DANIE ZDECYDOWANIE LEPEIJ SMAKUJE NIŻ WYGLĄDA.

W czasie jedzenia pomyślałam też, że wyszłaby z tego znakomita ZUPA.
Przypominająca włoską RIBOLLITĘ lub portugalską CALDO VERDE.
Naprawdę szczerze, jeśli dodacie do tego odrobinę bulionu i kilka łyżek śmietanki zakochacie się w takiej gęstej, jesiennej zupie. Zamiast schabu można użyć kurczaka, lub w ogóle zrezygnować z mięsa.




(Oryginalny przepis pochodzi stąd z moimi modyfikacjami).

Składniki:
- 300 g schabu lub większa pierś z kurczaka,
- liść laurowy,
- olej do smażenia,
- ok 3/4 szklanki wody,
- 3 sztuki różnokolorowej papryki,
- 1 spora cebula,
- 1 średnia cukinia,
- 150 g fasolki szparagowej (użyłam mrożonej),
- 200 g obranych z łodyg liści jarmużu,
- sól i pieprz,
- płaska łyżeczka suszonego rozmarynu,
- opcjonalnie łyżka masła i kilka łyżek śmietany,


Mięso pokrojone w kostkę przesmażyć na rozgrzanym oleju przez kilka minut. Dodać pokrojoną w piórka cebulę. Delikatnie zeszklić. Dodać pokrojoną w większą kostkę paprykę, liść laurowy, odrobinę posolić i zalać 3/4 szklanki wody. Dusić wszystko razem około 20 minut. Na osobnej patelni rozgrzać olej. Wrzucić pokrojoną w cienkie półplastry cukinię. Podsmażyć do zezłocenia. Odłożyć na bok. Na patelni na której smażyła się cukinia wrzucić rozmrożoną fasolkę. Zalać niewielką ilością wody i podgotować około 10 minut. Odcedzić (lub gdy woda wyparuje) przełożyć do reszty warzyw. Do całości dodać obrany z łodyg i porwany na mniejsze części jarmuż. Dodać rozmaryn. Dodać przesmażoną wcześniej cukinię. Dusić całość jeszcze około 10-15 minut. Doprawić solą i pieprzem. Opcjonalnie dodać odrobinę masła i śmietany, która zaokrągli smak :)


Smacznego!

04 sierpnia 2014

Lasagne z cukinią, serem ricotta, mielonym mięsem i sosem pomidorowym


Upał. Nie do wytrzymania. Cisza. Powietrze stoi. Masz wrażenie, że twoja skóra stopi się pod wpływem ciepła jak wosk, a pory skóry nie nadążą produkować kropelek wody potrzebnych do schłodzenia ciała. Nie przejmujesz się tym, że bluzka lepi się pleców, bo wszyscy mają ten sam problem. 
Zapowiada się upalny weekend. Nad morzem nie ma miejsc. Wiesz, bo obdzwoniłaś połowę wybrzeża. Pozostaje pole namiotowe, ale trudno nawet wyobrazić sobie wnętrze nagrzanego od słońca namiotu. 

Leżymy w zabunkrowanym, zaciemnionym domu pod wentylatorem. Mimo wszystko kusi, aby pojechać nad jezioro i się ochłodzić. Na plaży nie ma ani jednego, wolnego miejsca. Nie wiem jak ludzie wytrzymują prażenie w pełnym słońcu. Wybieramy rower wodny i wyruszamy na środek jeziora. Wieje, nawet mocno i jest nam naprawdę przyjemnie. Gdy wracamy, na plaży nie da się już wcisnąć nawet szpilki. Siadamy nieopodal pod drzewami i sączymy w cieniu zimną colę. Zaczynamy liczyć. Dwie, cztery, dziewiętnaście, czterdzieści pięć. Sto. W czasie, gdy kończymy ostatni łyk coli, ponad sto osób z wózkami, tobołkami, materacami, dmuchanymi kółkami i siatami z piwem, dziarskim krokiem zmierza w stronę plaży. Naprawdę nie wiem, gdzie mogą się położyć, ale nie wątpię, że im się uda.

Przychodzi nam do głowy pomysł jednodniowego wypadu nad jezioro. Szukamy gospodarstwa agroturystycznego. Tak, żeby nie było daleko. Żeby spędzić dzień nad niewielką plażą i żeby nie było tłumów. Wsiadamy w samochód. Już sama droga jest fajna. Lubię patrzeć jak mieszkają ludzie. Na domy, obejścia, obrośnięte bluszczem stare stodoły. Małe lokalne społeczności. Droga prowadzi przez las. Długa droga. Jest coraz bardziej dziko, a droga staje się coraz węższa. Docieramy na miejsce. Kobieta w podwiniętych spodniach i podciągniętych rękawach bluzki, z kapeluszem o szerokim rondzie, siedzi zaczytana na tarasie niewielkiego gospodarstwa. Na końcu świata. W środku lasu. Wokół tylko pola i wąskie ścieżki prowadzące donikąd. Urocze. Ale okazuje się, że do jeziora jest ponad dwa kilometry. Trochę za daleko. Ale myślimy sobie, że warto było przyjechać i wpaść na pomysł spędzenia takiego leniwego czasu gdzieś poza domem, bo w takich miejscach naprawdę można wypocząć. I naprawdę nie trzeba stać w pięciokilometrowym korku w drodze nad morze, by później leżeć na zatłoczonej plaży. Warto poszukać spokojnych miejsc gdzieś w pobliżu. Jest ich naprawdę mnóstwo. Nam akurat nie trafiła się spokojna plaża, ale sprawdzając później w Internecie natrafiliśmy na mnóstwo takich miejsc. Niestety nie starczyło weekendu, aby tam pojechać.

Upał spowodował bunt. Bunt jedzeniowy. Można się było tego spodziewać. Obawiałam się, że prędzej czy później to nastąpi. Oprotestowane zostały sałatki, owoce, kefiry i wszystkie inne lekkie posiłki. Zażądano zapiekanki makaronowej. Bez możliwości negocjacji.

15 lipca 2014

Keks z cukinią i kozim serem



Najgorsze pytanie dla mnie to: Jak wyobraża sobie Pani swoją przyszłość za pięć lat?
Nie wiem. Nie wyobrażam sobie. A na pewno nie tak jak pewnie powinnam to opisać i poprawnie odpowiedzieć, zgodnie z oczekiwaniami drugiej strony.

Chociaż nie. Wyobrażam sobie! Ale w tych wyobrażeniach myślę o tym czego tak naprawdę chcę i gdzie tak naprawdę chcę być. Życie roi się od straconych szans i przegapionych okazji. Chciałabym nie tylko móc opisać swoje życie za pięć lat, ale też sprawić, by takie właśnie się stało. Nie żałować straconych szans, przegapionych okazji i braku odwagi do tego, aby znaleźć się w takim punkcie życia, o którym można by powiedzieć, że wreszcie jestem świadomie tu i teraz, szczęśliwa na swoim miejscu. Podziwiam i zazdroszczę tej odwagi ludziom, którzy potrafili zmienić swoje życie, rzucić wszystko z dnia na dzień, przesiąść się do kampera i podążyć za marzeniami i głosem serca, który przywołał ich do miejsc, o których zawsze myśleli.

Chciałabym mieć mały domek nad brzegiem ciepłego morza. Chciałabym mieć łódkę. Chciałabym łowić ryby i hodować kozy. Zawsze tak odpowiadam i zawsze wywołuje to uśmiech u tych, którzy o to pytają : ) Chciałabym mieć przyjaciół, którzy codziennie przychodziliby do mnie posiedzieć, porozmawiać lub pomilczeć nad szklaneczką wina, wpatrując się w słońce zachodzące nad widnokręgiem. Chciałabym nie mieć telewizora, radia i komórki i budzić się spokojnie wtedy, kiedy przez okna mojego małego domku do środka wejdą pierwsze promienie słońca. Chciałabym.

Kiedy wyjeżdżamy na wakacje okazuje się, że bez tego wszystkiego co nas otacza można idealnie żyć. W innym miejscu, wśród innych ludzi. Niczego nam nie brakuje. Jesteśmy szczęśliwi, bo okazuje się, że do życia potrzebujemy trochę słońca i dobrych ludzi wokół siebie, którzy myślą i czują podobnie jak my. Zachód słońca, który jest tak piękny tylko dlatego, że trwa tak krótko. Mokry piasek pod stopami. Szum wzburzonego morza. Uśmiech staruszki od której codziennie kupujemy ryby na targowisku. Wspólnie zjedzony posiłek. Rozmowy przy szklance wina. Dłoń wciśnięta w dłoń kochanej osoby i uścisk kiedy oboje zobaczymy coś co nas poruszy. Bez słów. Drzemka ze zmęczenia na ławce, na kolanach kogoś kto nas kocha i który czuwa nad naszym snem. Rodzina i przyjaciele.

Chciałabym, żeby nie było bym.
Między przeżyć, a żyć jest duża różnica.
Tak jak między chciałabym, a jestem.
W idealnym, wymarzonym świecie.
Za pięć lat : )




(przepis własny)

Podaję prosty przepis na "keks" z wykorzystaniem cukinii, koziego sera i ... suszonych drożdży. Nie trzeba czekać, aż rozczyn wyrośnie. Masę można wylać do keksówki lub przełożyć do formy na muffiny. Wyjdzie wtedy około 6 babeczek.
piekłam w keksówce o wymiarach 30 cm - ciasto jest dość niskie

Składniki:
- 200 g cukinii,
- 5 łyżek oliwy z oliwek (2 do przesmażenia cukinii, pozostałe 3 do ciasta),
- 2 jajka,
- 200 g mąki,
- 3 łyżeczki suszonych drożdży,
- 100 ml mleka,
- 100 g koziego sera (opcjonalnie można użyć fety),
- szczypta soli,
- łyżeczka suszonego tymianku.

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzej do 180 stopni.
Cukinię pokrój w plastry, a te jeszcze na mniejsze kawałki i przesmaż na oliwie do miękkości. Odstaw do schłodzenia.
Jajka wymieszaj dokładnie z mąką, drożdżami, mlekiem, oliwą, szczyptą soli i tymiankiem.
Do masy dodaj pokruszony kozi ser i cukinię. Delikatnie wmieszaj.
Przełóż do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia lub do 6 form na muffiny wysmarowanych oliwą.
W przypadku keksówki zapiekaj w piekarniku około 45-50 minut.
W przypadku form na muffiny przez 35- 40 minut.

Najlepiej smakuje jeszcze ciepłe :)


Smacznego!

02 czerwca 2014

Prosty makaron z podsmażaną cukinią, marchewką i prażonymi pestkami słonecznika


Kiedy dni stają się dłuższe, stosy świeżych warzyw piętrzą się na straganach pobliskich bazarów, a my myślimy tylko o tym, żeby po przyjściu z pracy wsiąść na rower - nikomu nie przychodzi do głowy długie stanie nad garnkami. Przyrządźcie więc prosty i smaczny makaron z młodą cukinią i marchewką oraz prażonymi pestkami dyni. Choć nie jest to danie Gordona Ramseya - idealnie wpisuje się w myśl jego zasady, że gotowanie w domu musi być proste, szybkie i pyszne.


11 sierpnia 2013

Zapiekanka z cukinii z ryżem basmati



(Przepis pochodzi z książki: Kulinarne wyprawy Jamiego Olivera).

Jest to idealne danie na letni obiad. Bardzo szybkie w przygotowaniu, dobre, lekkie, smakuje równie dobrze na ciepło jak i na zimno.

W przepisie podanych składników jest na 6-8 porcji. Zrobiłam więc z połowy i nieco zmieniłam proporcje.

Składniki:
- 2 średnie cukinie pokrojone w cienkie plastry,
- 3 łyżki oliwy,
- 2 cebule pokrojone w cienkie plasterki,
- ok. 100 g ryżu basmati,
- ok. 1,5 szklanki bulionu z kurczaka lub warzywnego,
- 2 czubate łyżki gęstego jogurtu,
- 2, 3 garści startego parmezanu lub innego twardego sera, (ale np. w oryginalnym przepisie jest cheddar, więc sądzę że można użyć innego, dobrego, topliwego sera),
- sól, pieprz.

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzewam do 190 stopni.
Na dużej patelni rozgrzewam oliwę, dodaję pokrojoną w piórka cebulę, duszę do miękkości ok. 15-20 minut podlewając odrobiną wody. Delikatnie solę.
Ryż należy przepłukać wiele razy - tak aby woda z płukania była przeźroczysta.
Kiedy cebula jest gotowa wrzucam na patelnię plastry cukinii, chwilę mieszam razem z cebulą i dodaję ryż.
Wlewam gorący bulion, zwiększam płomień i gotuję wszystko razem jakieś 5 minut. Zdejmuję patelnię z ognia, dodaję jogurt, 2 garści sera i mieszam wszystko dokładnie. Doprawiam solą i pieprzem.
Natłuszczam oliwą naczynie do zapiekania. Wykładam zawartość, starając się, aby cukinia była na wierzchu.
Masa będzie płynna, lejąca - tak ma być - ryż wchłonie płyn podczas zapiekania. Wyrównuję zapiekankę, posypuję resztą sera. Zapiekam ok. 40 minut, aż wierzch stanie się rumiany, a ryż wchłonie płyn.
Naprawdę dobrze smakuje jako lekkie, samodzielne danie na letni obiad, ale można podać z powodzeniem do ryby lub mięsa.


Smacznego!

13 lipca 2013

Tarta róża z cukinią, marchewką i serem ricotta


Chyba każdy wie, że bardzo lubię czytać. Książka to dla mnie najlepszy prezent. Książkę muszę mieć zawsze w torebce, koło łózka, pod łóżkiem, dosłownie wszędzie. 

Książki towarzyszyły mi od zawsze. Pierwsze ilustrowane bajki, baśnie przynoszone przez dziadka, nowiutkie bajki, które kupował mi tata. Pamiętam te, które już do dziś wydaja mi się klimatycznie-smutne, czyli Król Maciuś Pierwszy, Alicja w Krainie Czarów, czy niektóre baśnie braci Grimm. Pamiętam też te czytane w nocy, prawie pod kołdrą z małą zapaloną lampką – bo dawno miałam już spać, a przecież nie mogłam, bo myślenie o tym co będzie dalej nie mogło przywołać spokojnego snu.

Gdy szłam do miejscowej filii naszej osiedlowej biblioteki, już cieszyłam się, że będę mogła wrócić do domu z nowymi książkami. Zawsze brałam siedem, pomimo tego, że można było wypożyczać tylko pięć. Zawsze oddawałam w terminie i bibliotekarka chyba rozumiała mój zapał do książek. Do dziś lubię atmosferę bibliotek. Lubię nowe, pięknie wydane książki, ale nie przeszkadza mi to, że książkę przeczytało przede mną więcej osób… I tak liczy się treść.
Kiedy miałam już swoje siedem książek, zawsze czytałam pierwsze dwie strony każdej z nich i wybierałam tę, która wydawała mi się najlepsza. Tak do ostatnich dwóch. Często okazywało się, że ta najmniej interesująca na początku okazywała się najlepszą. Zwyczaj czytania pierwszych dwóch stron został mi do dziś.