Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki. Pokaż wszystkie posty

02 września 2014

Sałatka ziemniaczana z boczkiem i szczypiorkiem

 


Idzie jesień, bo:
a) zmywam z przyjemnością (!) naczynia w zlewie, nie wkładając ich do zmywarki, tylko po to, żeby ogrzać sobie ręce w ciepłej wodzie,
b) chowając coś wczoraj do szafy spojrzałam na mój ulubiony szalik i miałam ochotę go założyć,
c) przespałam już jedną noc w skarpetkach.

Zastanawiam się czy już teraz rozpocząć przepakowywanie szafy, upychając ubrania z pudła zimowego do letniego i na odwrót. Zawsze przymierzam wszystkie rzeczy, zanim zmienią z powrotem swoje miejsce. Robię tak odkąd pamiętam. Wszystkie kurtki, apaszki, swetry i buty zimowe muszą przejść żmudną drogę nowych stylizacji i nowego podejścia do świeżego, jesiennego outfitu. Rzeczy nie mogą być tak po prostu, zwyczajnie przerzucone z miejsca na miejsce, przewieszone lub złożone raz jeszcze i przełożone z pudła na półkę. Muszą odleżeć swoje pół godziny, stłamszone wszystkie razem w kupie na łóżku, żeby poprzez zestawienie je w odpowiednio dobraną kreację, z odpowiednio nałożoną miną i kilkoma krytycznymi spojrzeniami przed lustrem, przejść z powrotem na swoje należne im miejsce na wieszaku.

Chciałabym opatulić się teraz dużym, długim, grubym, mięciutkim swetrem, który nie pozwoliłby wniknąć do środka ani jednemu, zimnemu podmuchowi wiatru. Gdy chodziłam do podstawówki podbierałam z szafy mamy jej piękne, wełniane, własnoręcznie wydziergane swetry. Wymykałam się w nich do szkoły, kiedy wszyscy poszli już do pracy. Po powrocie odkładałam sweter na miejsce, starannie go składając, tak, żeby nikt nie zauważył. Kiedy dół swetra luźno opadał na biodra, a rękawy swobodnie zwisały zachęcając do ich wywinięcia i kiedy mogłam swobodnie usiąść na murku z podwiniętymi nogami, zawijając wokół kolan cały dół mojego pokradzionego, pięknego, miękkiego swetra to czułam się naprawdę dobrze. Czułam się piękna i naprawdę modna. Nigdy nie nosiłam glanów i nie farbowałam włosów na czarno. Moją słabością były od zawsze duże, wełniane swetry.


Jest to świetna sałatka na wczesno-jesienną ochotę na nieco bardziej kaloryczne dania, ale może być świetnym dodatkiem do ostatnich grillowych wrześniowych spotkań.

Wyjątkowo dobrze smakuje tuż po przyrządzeniu, kiedy ziemniaki są jeszcze lekko ciepłe.

Kartoffelsalat naszych zachodnich sąsiadów to wyjątkowo udany mariaż ziemniaków i boczku połączony majonezem z odrobiną jogurtu. I choć niemieckie kulinaria kojarzą mi się wyłącznie z currywurst popitymi piwem, to wyjątkowo dobrze wspominam spontaniczny wyjazd wiele lat temu na Oktoberfest do niemieckiego Weisswaser. Sprzedawałyśmy bułki, chleby i drożdżówki ze specjalnego wozu. Byłyśmy prawdziwymi prekursorkami street foodu ! :) Po trzech dniach nie mogłyśmy już patrzeć ani na pieczywo, ani na ogórki i chleb, którymi częstowałyśmy przechodniów. Ale bawiłyśmy się świetnie. Bitte probieren?

Weisswaser - 2005 :) Ten wóz po prawej stronie na środkowym zdjęciu to nasz :)
 
Składniki:
- 8 sporych ziemniaków typu sałatkowego,
- 150 g wędzonego boczku,
- pęczek szczypiorku,
- sól i pieprz,
- 2 łyżki majonezu,
- 2 łyżki jogurtu greckiego.

Przygotowanie:
Boczek pokroić w kostkę i przesmażyć na patelni do lekkiego wytopienia. Szczypior posiekać. Ziemniaki ugotować w osolonej wodzie (najlepiej zostawić skórkę i dobrze je wyszorować przed ugotowaniem - pod warunkiem, że mają ładną skórkę, której nie trzeba będzie obierać). Majonez wymieszać z jogurtem, szczyptą lub dwiema soli i sporo ilością mielonego, czarnego pieprzu. Jeszce ciepłe ziemniaki pokroić w dużą kostkę. Wymieszać delikatnie z boczkiem, szczypiorkiem i sosem majonezowo-jogurtowym. Sałatkę dobrze podawać jeszcze ciepłą. 


Smacznego!

21 sierpnia 2014

Pokusa Janssona, czyli ziemniak po szwedzku


Są rzeczy, które mam ochotę zrobić tylko i wyłącznie ze względu na nazwę.
Takie trifle na przykład.

Pokusa Janssona chodziła za mną od roku, kiedy zobaczyłam tą zapiekankę w książce Kulinarne wyprawy Jamiego Oliwera.
Pokusa. Jakie to ładne i obiecujące słowo.

Pokusa Janssona to szwedzka zapiekanka z ziemniaków zalana śmietaną z dodatkiem anchois, które albo się kocha albo nienawidzi. Ja należę do grupy pierwszej. Szwedzka pokusa to trochę takie zapiekane ziemniaki au gratin z niespodzianką w postaci słonego filecika anchois. Etymologia powstania tego dania jest niejasna. Jest kilka teorii, z których żadna nie dzierży palmy pierwszeństwa. Jedna z nich głosi, iż w roku 1936 powstał film Janssons frestelse (Pokusa Janssona) i ponoć ten tytuł był inspiracją do stworzenia zapiekanki. Główny bohater, księgowy John Jansson uwikłany w firmowe knowania swojego szefa (w dodatku kobieciarza! - ach, te pokusy), miotał się pomiędzy wyborami, które mogły doprowadzić firmę do rozkwitu lub całkowitego upadku. Nie widziałam filmu, ale wyobrażam sobie jak złotowłosy i błękitnooki John (dlaczego nie Sven?) przychodzi wieczorami do swego drewnianego szwedzkiego domu i pomiędzy korzennym ciasteczkiem, a kiszonym śledziem wgryza się widelcem w parującą zapiekankę z korzennymi anchois.

Jeśli o nazwach, to jeszcze o jednej, o której muszę wspomnieć. O drinku Słaba Pociecha, który siedzi mi w głowie ze względu na nazwę właśnie, a który przyrządzała dla swej babki mała Emma Graham w książce Hotel Paradise Marthy Grimes. Składały się na niego dżin, whisky Jack Daniels, likier Southern Comfort, sok ananasowy i brandy z jabłek.
Jak myślicie czy Słaba Pociecha pasowałaby do Pokusy Janssona?




(Przepis Jamiego Olivera z Kulinarnych wypraw Jamiego - z moimi modyfikacjami)

(przepis na 5-6 porcji)
Składniki:
- 1 kg obranych ziemniaków,
- oliwa,
- 4 żabki czosnku drobno pokrojone,
- 2 cebule obrane i pokrojone w cienkie plasterki,
- 1 puszka 50 g anchois (użyłam w zalewie korzennej),
- 40 g masła,
- 2 łyżeczki suszonego tymianku,
- skórka otarta z połowy cytryny,
- sól morska i świeżo mielony czarny pieprz,
- 300 ml śmietany 30%,
- 300 ml mleka,
- 50 g bułki tartej.

Przygotowanie:
Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Zetrzyj ziemniaki do dużego durszlaka, używając grubej tarki.
Wyciśnij rękami żeby pozbyć się soku. Na patelni na średnim ogniu zeszklij cebulę i czosnek. Po 5 minutach dodaj anchois i duś jeszcze przez chwilę, aż anchois całkowicie się rozpuści. Na dnie żaroodpornego naczynia rozprowadź masło i posmaruj dno naczynia roztartym ząbkiem czosnku. Ułóż pierwszą warstwę ziemniaków. Na to wyłóż cebulę zmieszaną z anchois i posyp wszystko tymiankiem oraz otartą skórką z cytryny. Na to wyłóż kolejną warstwę ziemniaków. W osobnej misce wymieszaj śmietanę z mlekiem i szczyptą soli oraz pieprzu. Zalej ziemniaki. Tartą bułkę wymieszaj ze szczyptą soli i odrobiną suszonego tymianku. Posyp zapiekankę. Włóż do piekarnika na 40-50 minut (u mnie ostatnie 15 minut pod funkcją grill).



Smacznego!

19 sierpnia 2014

Delikatne krokiety ziemniaczane z wędzonym serem i boczkiem



Są okresy, że mogłabym jeść pewne produkty na okrągło. Kiedyś przez pewien czas musiałam codziennie wypić sok ze świeżych grejfrutów. Codziennie. Do znudzenia. Był okres na jajeczną pastę. Okres na sałatkę grecką. Brak witamin? Teraz na okrągło mogłabym jeść ziemniaki. Delikatne puree z mlekiem masłem i odrobiną gałki muszkatołowej to dla mnie ziemniaczany creme de la creme.

Pokutuje pogląd, że ziemniaki tuczą. Zapewne w towarzystwie tłustego sosu lub podsmażone na tłuszczu w postaci frytek z grubą packą majonezu i owszem. Ale jedzone bez tłustych dodatków i to od czasu do czasu na pewno nie pójdą nam w boczki.

Jest wiele gatunków ziemniaków. Gdy chcecie zrobić puree wybierajcie mączyste gatunki, które idealnie się do tego nadają. Gdy chcecie zrobić sałatkę wybierajcie ziemniaki sałatkowe, które na pewno nie rozpadną się podczas gotowania, a już na pewno nie w sałatce.

06 kwietnia 2014

Faszerowane pieczone ziemniaki

 

W myśl pierwszej i najważniejsze zasady z Fukushimy, iż "reaktor należy wygaszać stopniowo", po ostatnich dość intensywnych weekendach postanowiliśmy poprzestać w piątek i sobotę na zgoła innym niż do tej pory paliwie i stąd w niedzielny ranek rześcy i wypoczęci jak skowronki ruszyliśmy w poszukiwaniu rowerów w celach zakupowych do miejsca, w którym zatrzymał się czas i można kupić dosłownie wszystko/ http://www.gielda.poznan.pl
Czułam się jak w kingsajzie, otoczona przez przedmioty, których już dawno nie ma na naszych półkach, a które mogą jedynie zalegać w garażach, piwnicach i przykurzonych strychach wszystkich chomików, zbieraczy i sentymentalistów, którzy nie są w stanie pozbyć się rzeczy, wykluczonych nagle i nieodwołalnie przez przykładne żony i porządnickie panie domu z zajmowanego dotąd miejsca. Białe i plastikowe krajalnice, super-ultra wytrzymałe i pokryte niezliczoną ilością powłok patelnie, blendery i inne multifunkcjonalne przyrządy zakupione na raty w telezakupach Mango wyparły wyniesione na strych czyszczone popiołem z wielką pieczołowitością patelnie i drewniane młynki do kawy z wysuwaną szufladką. Jak przypomnę sobie, ile fantastycznych rzeczy wyrzuciłyśmy kiedyś na śmietnik przy niejednym generalnym, świątecznym sprzątaniu, to aż łza w oku się kręci.

"Ma Pan Borewicza?" - pyta młody chłopak sprzedawcę aut miniaturek. "Borewicza nie mam, ale za to całkiem niezłe Coupe. Bierz pan panie - toż to gratka!" Mijamy stół na którym piętrzą się ubrania oparzone tekturową tabliczką WSZYSTKO PO 2 ZŁOTE. Wchodzimy do hali ze starociami. Pytam o duży talerz w miniróżyczki. "170 złotych" - rzuca zza okularów leciwa, starsza pani. "No mogę opuścić do 160 zł". Minę mam nietęgą, bo przechodząca obok bizneswoman z blond lokami patrzy na mnie z wyrzutem i mówi: "Przecież to Rosenthal"! Wychodząc natykamy się na pana z wielkim pudłem. Chcąc nie chcąc zerkam do środka i widzę kolejkę, którą bawiłam się jak byłam mała. "Ooo! Dotykam wagonika - miałam taką samą!" Gość łypie na mnie spod oka: "To model z 57 roku. Oryginalny". Eeee. To chyba jednak nie ta. Idziemy dalej. Na jednym ze stołów piętrzą się podróbki okularów. Przymierzam te z białymi oprawkami. "Nie chcę być nieuprzejmy złociutka, ale Pani twarz wydaje się w nich bardziej okrągła". Bardziej??? Okrągła??? Pani z Panem i dwójką dzieci targują się przy jednym ze stołów obładowanych pamiątkami rodem z prl-u. Na samej górze leżą dwie różowe torebki upstrzone cekinami i cyrkoniami. "Po ile ta mniejsza różowa?" "Po dwadzieścia." "Dam trzynaście." "Osiemnaście." "Piętnaście." "Siedemnaście." "To może szesnaście?" "Siedemnaście mówię i koniec, niżej nie zejdę". Widzę wahanie i napięcie, a oczy małej robią się okrągłe. No dobrze - mówi ojciec - strasznie drogo, ale wezmę. Po dwóch godzinach chodzenia wracamy się po plastikową, czerwoną lampkę misia. Proszę pana, czy ona na pewno działa i się pali? - pytam głupio. "Oczywiście! Był tu taki jeden przed panią i pokazywałem mu, że się pali. A on, że nic nie widzi, to ja mu mówię, że przecież nic nie zobaczy bo słońce za mocno świeci". Faktycznie świeci jak diabli. Kupujemy. Wychodzimy ubożsi o 70 złotych. Z czerwoną lampką misiem, talerzykiem we fiołki, trzema podróbkami okularów i dwiema apaszkami ze stołu "wszystko po 2 złote". 
Wracamy bez rowerów. 
Aha, lampka się nie pali.

12 lutego 2014

Zapiekanka z ziemniaków i wędzonej makreli



Pamiętacie zeszyty szczerości? i jeszcze wcześniejsze pamiętniki z wpisami: "na górze róże na dole fiołki..." z zagiętymi rogami? Albumy ze zdjęciami, wpisami i wklejanymi pamiątkami? Taki nasz vintagowy, oldschoolowy Facebook na miarę naszych czasów. Już wtedy chcieliśmy wiedzieć co dzieje się u innych, podejrzeć, dowiedzieć się co ktoś lubi, a czego nie. Niewinna lista pytań, która porządkowała nasz dziecinny świat w wiedzę niezbędną co do koleżanki i kolegi ze szkolnej ławki. Uzupełnialiśmy nieświadomie nasze profile odpowiadając na pytania o ulubiony kolor, ulubioną potrawę, posiadanie zwierzęcia, ulubiony zespół no i najważniejsze pytanie, które padało na koniec: czy mnie lubisz?

Kiedy najfajniejszy chłopak w klasie oddawał zeszyt z udawaną obojętnością kilkunastolatka, wszystkie odpowiedzi na pytania o ulubiony kolor, pupila, danie i napój nie miały oczywiście żadnego znaczenia, bo stanowiły przecież wyłącznie tło dla ukrytego pomiędzy cyframi pytania o inicjały dziewczyny w klasie którą lubi się najbardziej. Chichocząc z emocji w dziewczyńskiej toalecie w czasie najdłuższej przerwy, wyciągałyśmy zgiętą kartkę z odpowiedziami, z wolnej przestrzeni między zszywaczami, spomiędzy dwóch sklejonych stron zeszytu. Dwa inicjały, wpisane kulfonami na zgiętej kartce papieru naszego ówczesnego mikroświata umiejscowionego pomiędzy bramkami szkolnego boiska mogły zmienić wtedy wszystko.

 

Pisząc ten post pomyślałam sobie że odpowiem na kilka pytań o sobie dość błaho i niezobowiązująco, bez większego namysłu :). Kolejność powstawała przypadkowo i spontanicznie i przyznam że fajnie było to zrobić nie zagłębiając się za bardzo w prywatne sprawy, ale też nie pisać że lubię schabowego z kapustą :)
Nie wiem dlaczego pierwszy do głowy przyszedł mi zapach.

1. lubię zapach świeżo mielonej kawy i mocno ususzonych grzybów, a nie lubię zapachu świeżo koszonej trawy (nie wiem dlaczego)
2. jeszcze nigdy nie piekłam bezów (ale zamierzam!)
3. używam w kuchni półproduktów (uważam że upraszczają życie, ale czasem oczywiście mam ochotę wyżyć się i dać ujść emocjom przy pięciowarstwowym torcie)
4. robię spory bałagan w kuchni (ale staram się, żeby go nie było)
5. nie znoszę siekania i krojenia (np. warzyw na sałatkę)
6. mogę przygotowywać 4 potrawy jednocześnie (patrz punkt 4)
7. bardzo wiele rzeczy w kuchni robię na oko i żeby powstał wpis i przepis muszę wszystko skrupulatnie zapisywać
8. nie zjem rozgotowanego makaronu, nie lubię kaszy gryczanej, awokado, chłodników, mango (co nie znaczy że tego nie jem i nie próbuję - chyba że chodzi o rozgotowany makaron
9. nie lubię spóźniać się na pociąg i do kina (nie wiem dlaczego nie dotyczy to pracy) - muszę być conajmniej 10 minut przed odjazdem pociągu i oglądając w kinie reklamy zawsze nerwowo patrzę na wszystkich spóźnialskich obładowanych nachosami i popcornem obiecując sobie, że następnym razem zrobię tak samo (czego nigdy nie robię)
10. mam naprawdę dobrą (rewelacyjną) pamięć do twarzy i do nazwisk, ale z reguły nie pamiętam jaka dziś jest data
11. denerwuję się strasznie gdy przegrywam w karty lub jakąkolwiek grę planszową
12. nigdy nie oszukuję podczas gry w karty (nawet jeśli gram w makao)
13. nie rozumiem po co wymyślono ekrany dotykowe (pisanie sms-ów niezmiennie mnie denerwuje) 
14 . potwornie boję się latać samolotem
15. zdarza mi się (notorycznie) zasypiać przed telewizorem który zdarza mi się (notorycznie) wyłączać dopiero rano
16. mam niezrozumiałą dla siebie samej łatwość wchodzenia w relacje z kasjerkami, ekspedientkami, kioskarkami ze wszystkich sklepów i punktów usługowych w mojej okolicy i nie tylko - nie byłabym sobą gdybym nie zamieniła paru słów, które potem przeradzają się w relacje typu: ooo dawno pani nie było..a ja mam dla pani te krople do nosa do inhalacji..
i na koniec:
denerwują mnie naprawdę chude dziewczyny, które mówią że są grube - mam wtedy ochotę zjeść na ich oczach dwie tabliczki czekolady i nawet nie mrugnąć okiem ; )

 
 
Przepis jest na zapiekankę z ziemniaków i makreli chociaż mogłaby to być jakakolwiek inna wędzona ryba np. pstrąg. Urozmaiciłam zapiekankę o podsmażanego pora oraz do połowy śmietany dodałam musztardę z ziarnami gorczycy, a do drugiej części kilka łyżek tartego chrzanu.

Przepis na jedna większą foremkę lub kilka mniejszych. 
Ja użyłam 4 foremek do zapiekania o średnicy 14 cm każda.

Składniki:
- ok.10 ziemniaków średniej wielkości,
- 1 średni por,
- masło i oliwa do przesmażenia,
- 1 średniej wielkości wędzona makrela,
- 2 śmietany kremówki 30% - każda 200 ml - można użyć 18%,
w 2 opcjach:
- 3 łyżeczki musztardy z ziarnami gorczycy,
- 3 łyżeczki tartego chrzanu,
(jeśli robicie wersję w jednym naczyniu wybierzcie opcję z musztardą lub z chrzanem)
- sól i pieprz do smaku,




Przygotowanie:
Ziemniaki kroimy na cienkie plasterki.
Jeśli wolimy grubsze plastry radzę wstępnie obgotować obrane ziemniaki przez około 10-15 minut.
Makrelę obieramy z ości.
Por siekamy drobno i przesmażamy na maśle z oliwą około 10-15 minut. Solimy.
Naczynia do zapiekania smarujemy masłem.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.

Układamy w naczyniu pierwszą warstwę ziemniaków, na to warstwę pora oraz makreli. Kolejną warstwę ziemniaków, warstwę pora i warstwę makreli. Kończymy warstwą z ziemniaków.
Połowę śmietany (200 ml) mieszamy z chrzanem, drugą połowę (200 ml) z musztardą.
(przy wariancie z musztardą albo chrzanem zużywamy całą śmietanę (400 ml) i odpowiednio po 6 łyżeczek chrzanu lub 6 musztardy). Solimy i pieprzymy do smaku.
Śmietaną zalewamy ziemniaki. Powinny być w całości przykryte.
Wstawiamy do piekarnika i zapiekamy przez około 40 minut - ostanie 10-15 minut pod funkcją grill.

Możemy podawać z sałatką z pomidorów.
Po wyciągnięciu z piekarnika - tuż przed podaniem posypujemy drobno pokrojonym szczypiorkiem.
Smacznego!

14 kwietnia 2013

Ziemniaki au gratin





To najlepsze ziemniaki jakie można sobie wyobrazić - nazywane struganym luksusem.
Atutem dania jest bez wątpienia smak - kremowy ziemniak w połączeniu z lekko brązową, chrupiącą przypieczoną skórką. No i zapach po upieczeniu. Nieziemski. 35 minut w piekarniku zmienia prostego ziemniaka w kulinarny cud.
Danie wywodzi się z Francji - można spotkać je w prostych domach zwykłych ludzi jak i na stolikach wykwintnych restauracji. Dachówkowato ułożone cienkie plastry surowych ziemniaków zalewa się śmietaną i zapieka. Danie uszlachetnia masło, czosnek, pieprz i  gałka muszkatołowa.
Wersja podstawowa z użyciem masła i śmietany to "au gratin" - natomiast w wersji zapiekania również z serem (np. gruyer) to "gratin dauphinoise". 
Polecam bardzo bo to danie bardzo proste i wyjątkowo smaczne w myśl zasady "less is more" ;)
Można podawać do mięs, ale samo w sobie jest tak dobre że nie potrzebuje wsparcia.

29 stycznia 2013

Knedle ze śliwkami


Są smaki na które musi przyjść ochota. Są rzeczy które mogłabym jeśc codziennie i bez końca, a przygotowanie i jedzenie niektórych jest kwestią szczególnej ochoty i impulsu.
A czasem konieczności...

Lubię knedle, ale nie jest to danie, które należy do moich szczególnie ulubionych. Jednak gdy miałam pod ręką śliwki i czas żeby zrobić coś innego - zrobiłam najlepiej jak tylko potrafiłam knedle ze śliwkami. Z maślaną, orzechową tartą bułką i odrobiną cynamonu....

04 grudnia 2012

Zupa porowo-ziemniaczana



Jesienią i zimą mam ochotę na zupy. Tak jak wczesnym latem mam ochotę na koktajle z pierwszymi sezonowymi owocami i lekkie sałatki, tak jesień i zima to czas zup.

Gdy dwa dni temu kupiłam pory już wiedziałam od razu, że zrobię tartę z porem i boczkiem, kurczaka z sosem musztardowo-porowym no i oczywiście zupę ziemniaczano-porową. Zawsze jest tak, że jeden składnik wywołuje w mojej głowie reakcję łańcuchową, czyli wiem dokładnie co mogłabym z nim zrobić i często następne dni upływają nam pod hasłem: dni pora, dni marchewki, dni brokuła:) Z reguły są to dwa dni, bo jedzenie nie jest u nas "długo przechowywane" :) Zachęcam do takich kulinarnych eksperymentów, gdzie tak naprawdę jeden produkt może być fantastyczną bazą dla wielu bardzo różnych dań.


Składniki:
- 5 średnich ziemniaków,
- 2 średnie pory,
- 3 łyżki masła,
- ok. 3 szklanki wywaru warzywnego lub z kostki (jeśli z kostki to nie robię takiego intensywnego-daję nieco więcej wody).
- 100 ml płynnej śmietany 12 proc.,
- sól i pieprz do smaku,
- gałka muszkatołowa,
- 2,3 plastry boczku pokrojonego w kostkę i wytopionego na chrupko na patelni (do posypania)

Przygotowanie:
Ziemniaki obieram i kroję w niezbyt drobną kostkę (nie staram się specjalnie, bo i tak będą zmiksowane). Łyżkę masła roztapiam na patelni, wrzucam ziemniaki i "duszę" kilka minut. Zalewam bulionem i gotuję około 20-25 minut do miękkości. 
Białe części dokładnie wypłukanego i osuszonego pora kroję na plasterki. Duszę na pozostałych dwóch łyżkach masła. Bardzo delikatnie solę - por szybciej mięknie. Duszę go ok. 15 minut na wolnym ogniu. 
Ugotowane w wywarze ziemniaki blenduję na gładką masę, dodaję podduszonego na maśle pora. Nie blenduję. Dodaję odrobinę śmietany. Mieszam. Doprawiam solą i grubo mielonym pieprzem oraz startą gałką muszkatołową. Zupę podaję z podsmażonym na chrupko na patelni boczkiem.


Smacznego!