Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rabarbar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rabarbar. Pokaż wszystkie posty

09 maja 2015

Ciasto z rabarbarem i bezą



Ciasto piekłam dokładnie w ubiegłą sobotę i obiecałam że wpis pojawi się jak najszybciej, ale niestety czas dziwnie kurczył się i wyginał dokładnie wtedy kiedy zabierałam się za wpis.

Trochę się ostatnio działo. Towarzysko, kulinarnie i w ogóle jakoś tak pozytywnie :) Dzięki zaproszeniu na testowanie festiwalowego menu w ramach Restaurant Week miałam okazję zapoznać się z menu restauracji z nieco wyższej półki, do których zdecydowanie rzadziej zaglądam. O propozycjach i moich wrażeniach możecie poczytać w poprzednim wpisie. W przyszłym tygodniu biegnę na warsztaty kulinarne, którego tematem przewodnim będą szparagi i już szykuję tekst do Co Jest Grane o warsztatach i szparagach właśnie. Mam kilka zaplanowanych spotkań w ramach festiwalu i już nie mogę doczekać się wizyty w Todze oraz Bistro la Cocotte. Miałam okazję poznać ludzi, którzy pasjonują się jedzeniem, prowadzą poczytne i popularne blogi i jeszcze mają czas na organizowanie fantastycznych eventów kulinarnych. Miło było wymienić się doświadczeniami i porozmawiać na temat ulubionych miejsc w Poznaniu.Najważniejsze było jednak to, że spotkałam się z osobami z którymi od dawna z różnych przyczyn nie było mi po drodze. Okazało się, że wystarczy znaleźć chwilę żeby odświeżyć to co nas łączy, a ten cholerny brak czasu, który tak dzieli, już nigdy nie powinien być wymówką.




Tymczasem przepis na ciasto które spotkało się z Waszym gorącym aplauzem już podczas pieczenia. Kilku z was pomyliło go ze skubańcem (inaczej zwanym pleśniakiem), który tradycyjnie robi się na kakaowym spodzie i z reguły w jego składzie jest agrest. To ciasto jest podobne. W sumie jest niezwykle uniwersalne, bo zamiast rabarbaru można użyć agrestu, wiśni czy malin. 
Przepis pochodzi z książki Cukiernia Lidla Przepisy Pawła Małeckiego i w oryginale są śliwki. Ja użyłam rabarbaru.
Patrząc na ciasto śmiałam się, że wyszedł mi taki trochę (w sumie na czasie) porn food :) Nie mam doświadczenia z układaniem bezy i następnym razem postaram się o nieco mniej finezyjne górskie szczyty z zawijaskami.

Składniki:
(na dużą blachę o wymiarach 34 x 42 cm - piekłam w nieco mniejszej bez szkody dla ciasta)
- 200 g miękkiego masła,
- 200 g cukru pudru,*
- 1 opakowanie cukru waniliowego,
- 6 żółtek,
- 420 g mąki pszennej,
- łyżeczka proszku do pieczenia,
- 400-500 g rabarbaru pokrojonego w kostkę.

Beza:
- 6 białek,
- 200 g cukru.

* w książce jest podana wartość 20 g cukru, ale to zapewne błąd.

Przygotowanie:
Miękkie masło miksujemy z cukrem i cukrem waniliowym. Ucieramy dość długo, tak żeby cząstki cukru były jak najmniej wyczuwalne, albo jak mówi się u nas w domu "do białości". Trwa to około 10 minut. Pod koniec ucierania dodajemy żółtka i dokładnie mieszamy. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. Dodajemy do masy. Miksujemy do uzyskania kruszonki. Garść kruszonki odkładamy po posypania wierzchu.
Ciasto wykładamy równomiernie na wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej odrobina masła i oprószonej mąką blaszce. Lekko dociskamy. Może wam się wydawać że ciasta jest  mało, ale nie martwcie się, podczas pieczenia urośnie. Na ciasto wykładamy rabarbar.

Piekarnik nagrzewamy do 190-200 stopni.

Białka ubijamy na sztywną pianę mikserem. Pod koniec ubijania stopniowo łyżka po łyżce dodajemy cukier. Miksujemy do uzyskania sztywnej i lśniącej piany.
Pianę dowolnie układamy (z fantazją lub bez) na przygotowanym cieście. Posypujemy resztą odstawionej wcześniej kruszonki.
Wkładamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 190-200 stopni przez 20 minut.
Zmniejszamy temperaturę do 175 stopni i pieczemy przez kolejne 35 minut.
Smakuje "od razu" - już nawet chwilę po wyjęciu z piekarnika.
Znika bardzo szybko :)






Smacznego!


04 maja 2015

Ciasto biszkoptowe z owocami, które zawsze się udaje




Może nie jest to Najpiekniejsze Ciasto Świata, ale wierzcie mi, że beautiful thing is never perfect... (czy jakoś tak). Także nie sugerujcie się wyglądem tego ciasta, tylko jego smakiem. Jest niezwykle proste w przygotowaniu i można je zrobić, ot tak od ręki, dysponując kobiałką dowolnych, świeżych owoców lub ostatecznie mrożonych, które znaleźliście np. na dnie swojego zamrażalnika, szukając ostatniego kawałka schabu lub koperku w pudełku po lodach, który przecież "gdzieś tam musi być".

Robiłam to ciasto wielokrotnie, z różnymi owocami, m. in. truskawkami, wiśniami, śliwkami. Można je również zrobić z porzeczkami, agrestem czy rabarbarem. Robiłam zarówno w wersji z olejem jak i roztopionym masłem. Wiadomo jak smakuje masło w wypiekach więc wolę wersję maślaną, ale wersja z olejem jest równie dobra. Ciasto nie jest bardzo słodkie, dla tych którzy lubią słodkie ciasta radzę do podanej ilości cukru dorzucić jeszcze czubatą łyżkę lub nawet dwie dodatkowo.

Jedyna mała sugestia to taka, żeby nie zachłystując się pierwszymi, dostępnymi, świeżymi owocami nie przeładować nadmiernie ciasta, bo może się dość mocno pod naporem owoców pofałdować, co oczywiście nie ma wpływu na walory smakowe, a jedynie estetyczne (jak widać na załączonych zdjęciach). Pierwszy raz jadłam je u mojej koleżanki Marty w ubiegłym roku, na początku letniego sezonu i od tego czasu robię je bardzo często.

Zapiszcie sobie ten przepis w swoich kajecikach i wykorzystujcie go do woli z dowolnymi sezonowymi owocami.

Ciasto po upieczeniu można polukrować lub posypać cukrem pudrem.
Świeże, jeszcze ciepłe jest wyjątkowo smaczne.




Przepis pochodzi ze strony mojewypieki.com i nazwany jest tam "najłatwiejszym ciastem na świecie".

Przepis na formę o wymiarach 26 cm
(Piekłam je również na standardowej blaszce prostokątnej i wychodzi nieco niższe. Skracam wtedy czas pieczenia do ok.45 minut).

Podaję składniki za autorką:
- 4 duże (lub 5 małych) jajek, białka i żółtka oddzielnie,
- 3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków (żeby było słodsze gdy pieczecie je np. z porzeczkami dorzućcie jeszcze z dwie łyżeczki cukru),
- pół szklanki oleju rzepakowego lub roztopionego, przestudzonego masła (125 ml),
- 1,5 szklanki mąki pszennej,
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
- kilka kropel ulubionego aromatu lub 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego,
- 500 - 600 g dowolnych owoców,
- cukier puder do posypania.

Przygotowanie:
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Mąkę i proszek do pieczenia przesiać i odstawić.
Białka jaj ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania dodawać cukier, łyżka po łyżce, cały czas ubijając. Powinna powstać błyszcząca piana, taka jak na bezy. Do masy dodać żółtka i miksować chwilę do połączenia. Do masy wlewać powoli olej lub rozpuszczone masło, nie przestając miksować. Dodać aromat i chwilę miksować dalej. Piana zmniejszy swoją objętość, nadal jednak będzie gęsta. Do piany dodać przesianą mąkę z proszkiem i wymieszać delikatnie szpatułką, do połączenia.
Formę wyłożyć na spodzie papierem do pieczenia lub wysmarować masłem i posypać mąką.
Piekarnik nagrzać do 175 c.
Przełożyć masę do formy, wyrównać. Na górę wyłożyć owoce, wciskając je delikatnie do środka.
Piec przez około 1 godzinę lub do tzw. suchego patyczka.
Wystudzone ciasto polukrować lub posypać cukrem pudrem.








Smacznego!

29 lipca 2013

Placek drożdżowy z rabarbarem i kokosową kruszonką



When was the last time you did something for the first time?
No właśnie? Kiedy robiliście ostatnio coś po raz pierwszy?

Pamiętam wiele pierwszych razy.
Pierwsze wakacje z rodzicami pod namiotami. Pierwszy raz kiedy nauczyłam się pływać i z uczuciem niesamowitej radości wypłynęłam sama na środek niewielkiego jeziora. Po prostu ściągnęłam pływaczki i okazało się, że nie są mi już potrzebne. 

Pamiętam pierwszy raz, kiedy nauczyłam się jeździć na rowerze i wreszcie utrzymując równowagę przejechałam plantami naprawdę spory odcinek drogi. Od tego czasu codziennie wyprowadzałam z piwnicy moje Wigry 3 i robiłam kółka przed blokiem, do czasu kiedy zapadał zmrok i słyszałam wołanie z okna. Później odważyłam się okrążyć blok, a później kolejny i kolejny, aż wreszcie miałam już swoje wyjeżdżone osiedlowe ścieżki. Gdy słyszę i czytam, że ktoś rowerem przejechał Europę - zazdroszczę, ale myślę sobie, że ten ktoś też kiedyś pierwszy raz wyciągnął rower z piwnicy i też kiedyś przejechał pierwsze sto metrów „bez trzymanki” . : ) 

Pamiętam moje urodziny i pierwsze przyjęcie z zaproszonymi gośćmi, kiedy piliśmy kompot z dorosłych filiżanek i jedliśmy krzywy (jak zawsze), lecz pyszny tort upieczony przez moją mamę. Na łące nieopodal właśnie lądował balon i dostaliśmy pozwolenie, żeby dobiec w to miejsce i z bliska zobaczyć jak to wygląda. Łąki na której lądował balon dawno już nie ma – przykryło ją nowoczesne osiedle, ale uczucie tej wolności, kiedy pierwszy raz mogliśmy pobiec sami tak daleko od domu pamiętam do dziś. 

Pamiętam pierwszą drogę do nowej szkoły z nowo poznaną koleżanką i to, że miałam wrażenie jakbyśmy znały się od zawsze. Usiadłyśmy pierwszego dnia w tej samej ławce i od tej pory droga do i ze szkoły trwała zawsze za krótko. Intuicja mnie nie zawiodła i przyjaźnimy się do dziś. 

Pamiętam wszystkie pierwsze razy, te smutne, te szczęśliwe, te przełomowe, te o których myślałam że nie dam rady i te które miały zmienić mnie i moje życie i sprawić że jestem tu i teraz w tym miejscu i z tymi ludźmi. Czasem brakuje mi pierwszych razy. Tych, które sprawiają że czujesz, że świat stoi przed tobą na wyciągnięcie ręki, kiedy szczęście aż zapiera dech i kiedy czujesz, że trzeba cieszyć się chwilą, bo to wrażenie i ten moment nigdy się już nie powtórzy. Aż do kolejnego pierwszego razu…: )