05 września 2016

Vrbnik - urocze miasteczko na wyspie Krk

Vrbnik - urocze miasteczko na wschodnim krańcu największej chorwackiej wyspy Kkr, położone na klifie o wysokości 48 metrów. Jak donoszą przewodniki liczy około 1200 mieszkańców. Jeśli szukacie kurortu z gwarem i tłumami turystów to na pewno nie jest to dobry adres. Ale  nie dla nas :)
Miasteczko ma jedną piekarnię, jedną Ribaricę (sklep z rybami który codziennie zaopatrywany jest w świeże ryby, które warto kupić do godziny 11tej, bo później może być zwyczajnie za późno), dwa niewielkie sklepy spożywcze, kilka konob i restauracji (warto wejść do środka, bo niektóre stare, zniszczone fasady kryją prawdziwie luksusowe wnętrza). Znajdziemy tu lodziarnię i pizzerię z tak dobrą pizzą jakiej dawno nie jadłam i to...właściwie wszystko. Jest kiosk z gazetami i lokalny bar w którym od godziny 7mej rano zbierają się miejscowi. To tam jest zawsze najgłośniej. W soboty i niedzielę na głównym placu przygrywa zespół muzyczny z wszelkiego rodzaju przebojami chorwackimi i światowymi. Nam klimat miasteczka bardzo odpowiadał. Kto szuka tłumów może wybrać się do Baski, ale my Vrbnik pokochaliśmy od razu. Miasteczko jest "do ogarnięcia", czyli po kilku dniach pobytu pozdrawiasz się z mieszkańcami, bo trudno nie trafić podczas pieszych wędrówek na pana który sprzedaje nam co rano najlepsze na świecie soczyste pomidory. Co dziwne warzywa nie wyglądają najlepiej, ale ich smak jest o niebo lepszy niż tych naszych pięknych z supermarketu.

Warto wybrać się na spacer z samego rana i wąskimi uliczkami starej części dotrzeć na nabrzeże. Ja tak zrobiłam i cisza która mnie tam spotkała, aż "brzęczała w uszach". Co chwila otwierały się przepiękne widoki na nabrzeże. Morze ma zupełnie inne kolory nie tylko w ciągu dnia, ale też każdego poranka. Pierwszego dnia kolor nieba stapiał się z kolorem morza i trudno było dostrzec horyzont w jakby zamglonym powietrzu, już powoli nasycającym się porannym słońcem.
Malutka plaża widoczna z góry tuż przy porcie, wg mnie najpiękniej wygląda o poranku.
Pierwsze wrażenie, kiedy schodząc w dół dostrzegamy ją po raz pierwszy jest niesamowite.





W porcie jest niewielka konoba, gdzie można zjeść pyszne smażone sardele. To z poziomu portu można dotrzeć na "secret beach", niewielkim przejściem w skałach. Sardele można zjeść właściwie wszędzie, dużo trudniej o krewetki, czy też kalmary.

Poranne widoki.
Vrbnik słynie z wina zwanego Zlahtiną. Można je kupić praktycznie wszędzie. Warto pukać do drzwi mieszkańców, bo można trafić na sprzedaż bezpośrednio od producenta, którym okazuje się np. przesympatyczny staruszek, który od razu wyciąga kieliszki i zaprasza na degustację.
Raz w roku odbywają się w Vrbniku dni wina i przypada to na ostatni weekend sierpnia. Nam udało się "przeżyć" tą piękną imprezę. Wspaniała atmosfera, uśmiechnięci (pewnie już od wina) ludzie, nocne miasteczko wypełnione gwarem i muzyką. Mieliśmy wrażenie, że do sennego na co dzień Vrbnika zjechało pół Chorwacji, a już na pewno połowa wyspy Krk. Warto to przeżyć. 
Poranek w Vrbniku. Bez tłumów. Piekarnia w której codziennie kupowaliśmy pieczywo i burka - tradycyjny chorwacki wypiek z ciasta i różnego rodzaju farszów. Nam najbardziej smakował ten ze słonym twarogiem. 
Chodząc po uliczkach niewielkiej starej części miasta możemy za każdym razem wychodząc na obrzeża spoglądać na morze ze sporej wysokości.


Najprawdopodobniej najwęższa uliczka na świecie Klančić.


Praktycznie wszędzie rosną figi i winogrona. Z początkiem września są już naprawdę dojrzałe. Na każdym kroku można trafić na mieszkańca lub turystów zbierających owoce figowe. Rosną one tak jak u nas np. brzozy, klony, lipy czy inne drzewa.







Trudno nie napawać się tą ciszą i takimi widokami.


Poniżej ujęcia z plaży Zgribnica, która jest główną plażą Vrbnika. Ulotki i foldery nie oddają jej uroku. Jest naprawdę fantastyczna. Z lewej zamknięta "betonową infrastrukturą" z mnóstwem zejść i możliwym dojściem na skałki. Tutaj otwiera się naprawdę piękny widok na otwartą część morza.W tej części już po południu zachodzi słońce, więc można spokojnie poczytać książkę i odpocząć od upału. Po prawej Zgribnica zamknięta jest skałami z których najodważniejsi skaczą z naprawdę dużych wysokości na główkę, czy na tzw. bombę. Główna część plaży jest częścią kamienistą. Po zaledwie pięciu metrach nie mamy już tzw. gruntu. Plaża ma bar w którym możemy zjeść hamburgera i frytki, a także wypić mrożoną herbatę, czy tzw. bevandę, czyli białe wino zmieszane z wodą. Na Vrbniku można pić wodę z kranu i w wielu barach mieszają wino z wodą kranową w ogóle tego nie ukrywając.





Kolejną plażą na którą warto się wybrać jest znajdująca się około 5 km od Vrbnika plaża Potovosce, uważana za jedną z najpiękniejszych na Krk. Dojazd na nią tylko dla ludzi o mocnych nerwach, bo mijanka na wysokościach z innym samochodem na drodze o szerokości dla jednego samochodu, nie należy do najprzyjemniejszych. Droga po prostu nie jest zbyt bezpieczna. Wracając do plaży. Robi wrażenie niewątpliwie. Jest szeroka, pięknie położona, "sznytu" dopełniają palmowe parasole. Jednak my z przyjemnością wróciliśmy na naszą swojską i oswojoną Zgribnicę, na której od popołudnia zaczynają zbierać się miejscowi. 




Warto wybrać się do winnic okalających Vrbnik. Poza Zlahtiną produkowane jest tu słodkie czerwone wino Prosek. Do tego vrbnicki specjał, czyli pršut - wędzona szynka oraz vrsni krčki ovčji sir - twardy żółty ser i nie potrzeba nic więcej.


Dziękujemy Vrbniku za piękną pogodę i wspaniały czas jaki tu spędziliśmy.

1 komentarz: