22 grudnia 2014

Whisky Ginger drink


Pamiętam czasy kiedy za naszą lodówką stał gąsior do wina przykryty serwetką w pomarańczową kratę, a z rurki do fermentacji wyskakiwał co chwilę bąbelek powietrza.
Ze źródeł (o których w domu się nie rozmawiało), tata przynosił w butelkach "wodę do akumulatorów", by już po chwili w domu roznosił się zapach karmelu do tzw. domowej przepalanki.
Wódek na sklepowych półkach było może z 3 rodzaje, nie mówiąc o tzw. alkoholach kolorowych. Zdobycie i picie w tamtych czasach Johnego Walkera było szczytem absolutnego luksusu.




Dzisiaj wyboru jest aż nadto i nie trzeba już pić wyłącznie "czystej pod rybkę", ale delektować się takim drinkiem na jakim ma sie ochotę. Są tacy którzy uważają, że jedynym dopuszczalnym dodatkiem do whisky mogą być jedynie kostki lodu (tzw. whisky on the rocks), a mieszanie jej z czymkolwiek to profanacja. Ja uważam, że powinno pić się to, na co ma się ochotę i to co smakuje i pomimo, że nie jestem wielką fanką kolorowych drinków składających się z kilku składników, lubię mieszać whisky z colą.

Kiedy czytałam jedną z moich ulubionych historii w książce Hotel Paradise Marthy Grimes o nastoletniej Emmie Graham - co rusz pojawiały się tam opisy potraw, które z kuchni hotelu Paradise wychodziły spod ręki najlepszej kucharki w okolicy - matki Emmy. Emma zaś specjalistka od drinków, wplątana w tajemnicze morderstwo nad Jeziorem Duchów, przygotowywała niebanalne i wymyślane pod wpływem chwili drinki i zanosiła je swojej babce - mieszkającej na hotelowym strychu - Aurorze Paradise, aby wydobyć historie z lat młodości powiązane z morderstwem. Największe uznanie babki zdobył drink o wdzięcznej nazwie Słaba Pociecha, przygotowywany na bazie likieru Southern Comfort. I choć później wielokrotnie pojawiała się w moim życiu jego nazwa, a w książce jest pełen skład użytych składników, jakoś nigdy nie udało mi się go zrobić. Nie zdążyłam kupić Sothern Comfort przed Świętami, ale wiem, że przygotowanie tego wyjątkowego drinka to tylko kwestia czasu, bo muszę po prostu wiedzieć jak smakuje Słaba Pociecha.
Southern Comfort to likier na bazie bourbona, brzoskwini, pomarańczy i ziół. Pochodzi z Nowego Orleanu, a zawartość alkoholu to mniej więcej 35%. Musi być przepyszny.
I choć nie mam w ręku Słabej Pociechy, to drink, który ostatnio stanowił idealną wręcz pociechę przy przedświątecznych spotkaniach towarzyskich i odpowiedź na szarugę za oknem to prosty dwuskładnikowy drink na bazie np. mojej ulubionej Tullamore Dew i imbirowego Schweppes'a.

Składniki drinka:
- ulubiona whisky,
- Schweppes imbirowy,
- limonka,
- lód (opcjonalnie)

Nalewamy do mniejszych lub wyższych szklanek do tzw. long drinków wg uznania :)
Idealny dla tych którzy lubią mieszać whisky, a cola już im się trochę znudziła.
A w związku z tym, że nie jest tak mocno słodki można go wypić nieco więcej ;)



Smacznego!

1 komentarz: